dom · dzieci · hygge · mama w domu

Nad kawą i ciasteczkami

IMG_3206

Siedzi sobie Mama nad kawą i ciasteczkami, wokół cisza i jesień. Co kryje się za tym hyggelig stwierdzeniem? Duży Dom opustoszał. Mama ma niejasne wrażenie rozdwojenia jaźni; jakby siedziała w kinie, oglądając dokument typu the making of movie. Film, który przesuwa się przed Mamy oczami jest jakby z jej życia, a przecież bohaterami są mamine dzieci. Miejsce Mamy przesunęło się z pierwszego planu na jakieś maksymalne zaplecze. Mama widzi siebie dwudziestoletnią, podejmującą swoje własne decyzje, idącą przez życie bez oglądania się wstecz, z ufnością i ekscytacją młodego psa. Mama potrząsa głową, bo nagle okazuje się, że to nie ona, ale jej własne dzieci rzucają się łakomie i łapczywie na życie, zostawiając za sobą skorupki dzieciństwa. Co zrobić, bardzo przyjemnie. Mama jeszcze słyszy wieczorami, dobiegające gdzieś z przeszłości, głosy swoich bawiących się dzieci; jeszcze ciągle ma odruchy sprawdzania, czy się nie odkryły, czy nie mają gorączki, czy czegoś się nie przestraszyły…No tak. Tymczasem one po ewangelicznemu wstają i idą, zostawiając swoje sieci. I tak ma być, prawda? Tylko trzeba się przyzwyczaić do rozstań.

IMG_3143

Natalia z rodziną przeniosła się do Wielkiego Miasta, wijąc nowe gniazdko, na własny rachunek i otrząsając pył ze swoich sandałów, w postaci wyprzedawania dotychczasowego dobytku, który nijak nie mieści się w ich wynajmowanym mieszkanku.

Marysia wyjechała na rok do Niemiec. Do Niemiec! Mama jest cała sina, bo nie przestaje się szczypać, sprawdzając, czy to jawa czy sen. Nie żeby Mama miała coś przeciwko Niemcom jako takim, a zwłaszcza w wydaniu Szkoły Ewangelizacji, do której udała się Maria, ale mimo wszystko…Tyle jest krajów na świecie. Mania spakowała swój dobytek w dwie walizy i odjechała, oblewana łzami Tomka i odprowadzana niedowierzającymi spojrzeniami reszty domowników. Marysi niemiecki, póki co, niezbyt przekracza poziom „Ich habe eine żabe” oraz „meine mutter ist komputer”, ale kurs językowy powinien sprawę załatwić szybko i sprawnie.

IMG_3142

Duży Dom zwinął swoje rozłożone płachty, skompaktowiał i ucichł. Nad opustoszałymi dwoma pokojami toczą się debaty, odnośnie ich nowego przeznaczenia, a Marysina sypialnia lśni nieziemskim ładem i porządkiem. W ciągu najbliższych miesięcy w Dużym Domu odbywać się będą przeprowadzkowe, wewnętrzne wędrówki ludów. Mama z Tatą przeniosą się na dół, zyskując w ten sposób master bedroom z łazienką i wyjściem na ogród. Joasia przeniesie się do sypialni Mamy i Taty, zyskując więcej przestrzeni, tapetę w paski i możliwość ustawienia małego stolika oraz fotela. Tomek i Filip pozostają, póki co, na swoich miejscach, roztaczając wokół siebie ducha zasiedziałego konserwatyzmu. W dawnym pokoju Joasi frakcja kobieca planuje urządzić pracownię, w której na porządnym stole będzie królowała maszyna do szycia, a wszelkie materiałki i inne utensylia znajdą swoje wyczekane miejsce w jednej z opuszczonych szaf. Będzie cudnie. W byłej sypialni młodożeńców Tata urządzi sobie gabinet, w którym nareszcie będzie mógł pracować w spokoju, za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Póki co jednak, Mama z Tatą przyzwyczajają się do ciszy i do bardzo okrojonej listy zakupów żywnościowych. Mama wyjmuje mniejsze garnki do gotowania zupy i wyobraźcie sobie, że nagle wszystko mieści się w lodówce i nie trzeba robić uników przed latającym serem podczas otwierania drzwiczek. Nareszcie, niestety – jak mawiają ludziska. Coś się kończy, coś się zaczyna.

IMG_3145

Kiedy rodzi się pierwsze dziecko, cały poukładany świat młodych rodziców, rozsypuje się jak jakiś domek z klocków. Zanim się te klocki ponownie poukłada i skonfiguruje, bywa naprawdę bardzo ciężko. Tak samo jest teraz. Odchodzące z domu dzieci, pozostawiają swój dom rodzinny w podobnej rozsypce. Mama z Tatą rozglądają się po tym rumowisku i usiłują tę rozsypankę jakoś sprawnie ogarnąć. Pozostała w domu trójka, chociaż Filip też już właściwie na wylocie, trochę w tym ogarnianiu pomaga. Co prawda Joasia ostatnio stwierdziła, że cierpi na syndrom pustego gniazda, ale jednocześnie nielimitowany dostęp do szafy starszej siostry jakoś ten syndrom osładza. Tylko Tomek, jak niewzruszony Budda, nie daje się żadnym spleenom. Marysia wyjechała, łzy popłynęły, ale życie toczy się dalej, a szkoła i chłopaki stanowią taką atrakcję, że brakuje miejsca na rozpamiętywanie przeszłości. Życie toczy się dalej.

IMG_3147

Mama tak naprawdę, to jest wdzięczna, że życie wymaga nieustannej czujności, że nic nie jest na zawsze. Planujesz spokojny czas w domu, a nagle okazuje się, że wyjeżdżasz na Ukrainę, spotykasz fantastycznych ludzi, pijesz aromatyczną kawę z kociołka, zajadasz pierogi z grochem i w bonusie dotykasz ręką największej polskiej historii. Pan Bóg nie pozwoli nam porosnąć mchem. Już On ma na to swoje wypróbowane sposoby.

A poniżej twierdza Chocim.

IMG_3200

 

Reklamy

16 thoughts on “Nad kawą i ciasteczkami

  1. Mam nadzieję, że teraz starczy czasu na napisanie jakiejś książki 🙂 Tak cudnie się Ciebie czyta, aż żal że tak rzadko 🙂 A książkę? Zawsze można by otworzyć na ulubionym fragmencie, których byłoby pewnie co najmniej kilkadziesiąt 🙂

  2. Droga Mamo z DUżego Brązowego Domu, dobrze jest przeczytać wreszcie jakieś wiadomości od Ciebie. Pisałaś kiedyś o „błogodajych” filmach do oglądania, ale przecież istnieją też „błogodajne” miejsca w sieci i Twój blog jest takim miejscem, przynajmniej dla mnie. Tchnie szczęściem, spokojem i dobrem. Ja też jestem mamą (tylko raczej z „niewielkiego kremowego domu z czerwonym dachem”), ale moja trójka jest wieku szkolno-przedszkolnym (10, 7, 5). Czytając Twój dzisiejszy tekst jeszcze bardziej zdałam sobie sprawę jak dobrze jest dostrzegać szczęście, które dzieje się tu i teraz. Mam mocne poczucie, że teraz jestem w najszczęsliwszym okresie swojego życia (chociaż te przyszłe i przeszłe okresy też nie były złe), bo jeszcze nie jest czas by kogoś żegnać czy przyzwyczajać się do jego nieobecności, jeszcze moje dzieci mają Dziadków i same jeszcze nie wymykają się w dorosłość. Lubię przed zaśniecięm czy po przebudzeniu myśleć i dziękować o tym jak bardzo jest mi dobrze w tym momencie, w którym jestem. Twój tekst przypomniał mi o tym raz jeszcze. Dziękuję!

  3. Rewolucyjne zmiany! Ale chwila oddechu się Mamie należy:)
    Mój Ambrożek poszedł do przedszkola na całe dwa dni zanim przyplatala się infekcja, ale też miałam wtedy kawę z ciasteczkami, a jaki porządek w mieszkaniu 😉

    1. W Duzym Domu też porządek nieziemski. Co do odpoczynku, to mam mieszane uczucia, bo różne zadania i projekty wieksze i mniejsze pchają się drzwiami i oknami. Z pewnością ma się większy komfort w ich wykonywaniu 😉

  4. Miła Mamo:) Długo, długo Cię z nami nie było! Jakże Cię rozumiem:) Teraz i u mnie duże garnki wyskakują z zakamarków spiżarni tylko przy wizytach młodych z wnuczką>Ale jakże chętnie to czynią! To nie to samo, co gotować codziennie dla więcej, niż dwojga. Tylko czasami błąka się myśl, ze ten dom juz jest za duży…ale odganiam ją, póki co:).Tak cicho, pusto i jesiennie…Pozdrawiam Cię najserdeczniej, z nadzieją na częstsze spotkania!

  5. Dziękuję za te słowa. Przypominają o tym, co najważniejsze. Patrzę na moich miłych – 9 i 10 lat – i staram się chłonąć każdą chwilkę. Pozdrawiam ciepło 🙂 M.

  6. A my byliśmy w Chocimiu w kwietniu!

    Ja jestem na etapie, kiedy razem z mężem z rozmarzeniem mówimy o dniu kiedy ONI się wyprowadzą. Ale gdzieś na dnie, serce matki wie, że będzie ciężko. I mam nadzieję, że kiedy pójdą w życie będą radośni i gotowi. I nie zobaczą moich łez tylko uniesione do góry kciuki.

    1. Kciuki i ja mam uniesione, nie mam zamiaru stawać im na drodze. Jak to mawiał Bill Cosby – wyprawić ich z domu zanim pomrzemy 😀 Fantastycznie jest patrzeć na nich, takich dorosłych, samodzielnych, samorządnych i (prawie) samowystarczalnych. Śmiesznie też jest 😀

  7. Serdeczności przesyłam. I za takie dziękuję:)
    Dobrze móc przeczytać, a dzięki temu uzmysłowić sobie, co będzie. Jak to będzie.
    Łatwiej jest wtedy przełknąć trud bycia mamą ośmio- i sześcio- niespełna, i docenić CUD bycia tą mamą tej ośmio- i tego sześcio-niemal-latka. Staram się współodczuwać i po trochu po ludzku odruchowo zazdrościć (to przed uzmysłowieniem).
    Zdjęcia wymowne. Tekst wyborny.
    A życie…?
    Czujne jest, faktycznie:)

  8. I u mnie już tylko jedna w gnieździe została ,🙂 jak dobrze sobie uzmysłowić że nie tylko ja borykam się z taką rzeczywistością – mam problemy jednak z tym pogodzeniem się że dom pustoszeje coraz bardziej .
    Ps. Piękne , klimatyczne wnętrza .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s