dzieci · edukacja · inspiracje · niebieskie migdały

Dziennik podróży. Koniec wakacji.

DSC_3354

 

Któż z nas nie czytał powieści szpiegowskich? Kto nie pamięta Tożsamości Bourne’a wydanej w Polsce na samym początku lat dziewięćdziesiątych? Dariusz Karłowicz napisał i wydał niedawno książkę pt. „Polska jako Jason Bourne”. Korzystając z porównania do tytułowego bohatera, który w pierwszej części cyklu usiłuje – po wypadku, któremu uległ i w wyniku którego ma uszkodzoną pamięć – odtworzyć samego siebie; odpowiedzieć na pytania: kim jestem? Dlaczego pojawiały się w moim życiu i pojawiają nadal takie, a nie inne zdarzenia? Jak wreszcie mam kształtować siebie, by lepiej i skuteczniej działać w przyszłości?

Jako Polacy mamy dziś duże trudności z naszą tożsamością – ten temat dokładnie omawiany jest we wspomnianej pozycji i nie ma co tutaj jej streszczać. Sądzę jednak, że w miejscach szczególnych zawirowań historii, tam, gdzie mieszały się i mieszają różne żywioły i gdzie pokolenia żyły nieustannie „na krawędzi”, zagadnienie to jest szczególnie istotne. A takim miejscem są niewątpliwie Kaszuby.

IMG_0545

 

Kończą się wakacje – na ostatek więc jeszcze kilka wspomnień.

 

Chynowie Pomorskie

We wrześniu 2012 roku tak wyglądały chynowski pałac, park i gorzelnia.

800px-ChynowieChynowie-07

Dziś jest zupełnie inaczej; w szczególności na uwagę zasługuje pomnik ofiar Stutthofu – bowiem przez Chynowie biegła zimą 1945 roku jedna z 7 tras „marszu śmierci” czyli przymusowego przesiedlania obozu na zachód. Ciekawy tekst można przeczytać u źródła, czyli na stronie Muzeum Stutthof: http://stutthof.org/historia. Natomiast jeszcze ciekawsze i smutniejsze jest to, że niektórych więźniów, po wyzwoleniu obozu, Rosjanie wysłali do łagrów, z których niektórzy wrócili po 10 latach (krótka relacja tutaj: http://stutthof.org/node/935).

Oto piękny, odbudowany pałac w Chynowiu. Po prostu nie do wiary, że oglądamy to samo miejsce.

IMG_6959IMG_6960

Wracając jeszcze na chwilę do czasów wojny, myślę sobie, jak wielkie miał szczęście mój wujek, bo aresztowany we Lwowie za działalność w AK w 1945 roku wrócił „już” po dwóch latach – przywieziony zresztą już nie do Lwowa (bo nie należał już przecież do Polski), tylko do Bytomia, bo właśnie na Śląsku (i we Wrocławiu) wylądowała większość mieszkańców Galicji. Ludzie na ulicy doskonale wiedzieli kim są ci odziani w strzępy i łachmany zarośnięci i przeraźliwie wychudzeni osobnicy, poza tym były to ciągle jeszcze czasy poszukiwania rodzin i bliskich, stąd też po kilku pytaniach na dworcu i w jakimś barze, ktoś wskazał Gliwice jako prawdopodobne miejsce zamieszkania jego Rodziców (a moich Dziadków). Potem, w samych Gliwicach, również kilka zadanych pytań pozwoliło Wujkowi trafić w ramiona Mamy, która długo nie mogła uspokoić płaczu. Wujek Bibko (zainteresowanym proponuję zgadnąć, jak miał na imię) miał wówczas 24 lata i po kilku miesiącach rekonwalescencji zapisał się na Politechnikę, a potem jako naukowiec zakończył w słusznym wieku swą karierę z tytułem profesorskim. Był zresztą jednym z największych polskich żeglarzy, stopień żeglarza jachtowego zdobył w 1939 r, na trzy dni przed wybuchem II Wojny Światowej, zaś stopień sternika jachtowego II klasy – podczas wojny w oddziale YKP we Lwowie. Jego starszy (sic!) brat żyje do dziś – ten z kolei był w wielu 24 lat dowódcą plutonu czołgów pod Monte Cassino. Ale to całkiem inna historia…

Gardkowice i Łętowo

IMG_6987IMG_6984

 

Jadąc z Chynowia na północ trafiliśmy najpierw do Kostkowa, gdzie znajduje się jedna z niewielu pozostałych stacji dawnej kolejki wąskotorowej. Szkoda tej kolejki: niedawno stuknęło jej 100 lat, no i co tu dużo opowiadać – przegrała konkurencję z samochodami. Czy modernizacja i wprowadzenie szynobusów miałyby dziś sens? Z samego sentymentu się takiej inwestycji nie utrzyma…

Jadąc w kierunku Choczewa, skręciliśmy w lewo, w wąską drogę w kierunku Gardkowic. Minąwszy pętlę autobusową, zobaczyliśmy niewielki dworek. Choć nie widać go za bardzo zza krzaków i wygląda na niezamieszkały – ktoś odkupił go od gminy w latach 90-tych i nie bardzo chyba miał pieniądze na remont – to wiąże się z nim tragiczna historia: otóż wiosną 1945 roku, gdy zbliżały się już wojska sowieckie, niemieccy właściciele dworku tak się ich bali (powszechnie słyszało się o gwałtach, rabunkach i rozstrzeliwaniach), że postanowili popełnić zbiorowe samobójstwo. Według jednych przekazów pomysł zrealizowała babka, która pod nieobecność syna (właściciela) podała truciznę sobie, synowej i trojgu wnukom; gdy zaś syn wrócił z polowania na widok tego, co zastał sam popełnił samobójstwo. Według innych relacji wszyscy umarli jednocześnie… Podobno przeżyło jedno dziecko, które z jakąś dalszą rodziną wcześniej wyjechało do Niemiec. Żołnierze sowieccy zawinęli po prostu ciała w dywany i zakopali w ogrodzie, gdzie zostały znalezione przy okazji jakichś prac porządkowych…Wojna jest czymś absolutnie koszmarnym…

IMG_7000IMG_6996IMG_6993IMG_7002IMG_7001

Pomimo obaw co do jakości dalszej drogi, ruszyliśmy dalej w kierunku Łętowa. Obawy okazały się nieuzasadnione, bo na nawierzchni leżał przez cały czas dobry, przedwojenny bruk (taki sam prowadzi zresztą również do opisywanego w poprzednim odcinku dworu w Lublewie). Właściciele dworu w Łętowie uciekli przed armią sowiecką do okolicznych lasów, skąd niektórym udało się uciec przed rozstrzelaniem. Sam dwór nie miał jednak szczęścia. Piękny przed wojną, straszy dziś wyłamanymi oknami, przegniłym sufitem, dyskretnie ukazując gdzieniegdzie dawne uroki. Żywej duszy tam nie znaleźliśmy, mimo, że wydaje się, iż w jednym z pokoi na górze ktoś urządził sobie mieszkanko (solidne drzwi, jedyne w całym domu okna). Na co dzień – a szczególnie w nocy – nie jest tam chyba zbyt przytulnie…

Starbienino

dwor-starbienino_fDworek w Starbieninie

Jadąc z Wierzchucina w kierunku Choczewa, tuż za Lublewkiem skręcamy często do Starbienina. Pałacyk, który tam widać – obecnie należący do Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego – jest dość nietypowy z uwagi na swoją wieżyczkę, nadającą całej budowli dość asymetryczny kształt. Podobno pałacyk zbudowany został pod wpływem inspiracji włoskimi willami, natomiast w praktyce wieżyczka ma na pewno tę ogromną zaletę, że rozciąga się z niej piękny widok na okoliczne doliny – sam pałacyk położony jest bowiem na całkiem wysokim wzniesieniu. Stety czy niestety, w odległości kilkuset metrów, na drugim krańcu wzniesienia postawiono już dość dawno niewielką elektrownię wiatrową. I chyba faktycznie spełnia dobrze swoją rolę – patrząc na tabliczkę informacyjną, opisującą jej parametry stwierdziłem, że sam chciałbym taką mieć 🙂 No, w końcu prąd i ogrzewanie mielibyśmy za darmo. Tylko gdzie u nas w okolicy takie wzniesienie znaleźć?

I jeszcze jedna, warta eksploracji droga w Starbieninie: tuż za wiatrakiem, a przed wsią, na zakręcie odchodzi w prawo droga prowadząca do pięknej przystani nad Jeziorem Choczewskim. Po drodze mijamy stary, leśny cmentarz, a na jeziorze cisza, liczne ptactwo i ta sama ścieżka wokół jeziora, którą widzieliśmy przy drugiej przystani po drugiej stronie jeziora (dokąd można dojechać szutrową drogą za cmentarzem w Choczewie) – słowem: wakacje 🙂

IMG_6869IMG_6853

Nieco dalej na wschód

Któregoś dnia, po kolejnym pobycie w Wejherowie (cywilizacja, pociąg do/z W-wy, no i oczywiście stary kościół na Placu Wejhera) postanowiliśmy wrócić nieco okrężną drogą. Dróg jest oczywiście wiele – można przez Krokową (o Krokowskich już było), można nad samym Jeziorem Żarnowieckim po jego zachodniej lub wschodniej stronie (też już trochę było), można wreszcie jakoś dowolnie 🙂 Jadąc więc tak dowolnie, z drogi na Krokową skręciwszy na wschód trafiliśmy do Świecina. To tutaj, 17 września 1462 roku wojska Kazimierza Jagiellończyka pod dowództwem burgrabi krakowskiego Piotra Dunina pokonały silniejsze i liczniejsze oddziały krzyżackie. Bitwa ta stanowiła przełom w działaniach wojny trzynastoletniej, ponieważ wkrótce po niej wojska polskie rozpoczęły ofensywę, spychając krzyżaków do obrony. W kolejnym roku Piotr Dunin rozpoczął oblężenie zamku w Gniewie, który padł w styczniu następnego roku. Przywrócona została w ten sposób komunikacja między Gdańskiem i Królestwem Polskim. Co roku w sierpniu odbywa się na dawnych polach bitewnych inscenizacja tamtej bitwy.

Za Świecinem, wśród licznych pagórków wypatrzeć można niewielki pałacyk w Kłaninie. Jego skarb kryje się w środku, a jest nim przeniesiona z Gdańska staraniem właściciela prawdziwa dawna sień, z dębową boazerią, schodami i meblami. Dawna, oryginalna sień uległa zniszczeniu, w czasach PGR pałac został przebudowany, obecne więc, piękne schody pełnią jedynie funkcję ozdobną – niemniej jednak naprawdę warto zobaczyć prawdziwe meble gdańskie i dotknąć tego, jakże innego od naszego, stylu.

IMG_7200IMG_7199IMG_7184IMG_7183

Niedaleko Kłanina jest niewielka wieś o nazwie Starzyno, a w niej – perełka: kościół pw. św. Michała Archanioła. Spotkany kilka lat temu, wówczas świeżo mianowany proboszcz, opowiadał, że sprowadził w Gdańska swoich znajomych konserwatorów zabytków i zaczął prawdziwy, profesjonalny remont. Efekty pojechaliśmy obejrzeć w tym roku – warto!

Sama parafia jest jedną z najstarszych na Pomorzu: została założona w 1220 roku i była fundacją cystersów z Oliwy; znajdował się też tutaj dom dla mnichów-rekonwalescentów. Kościół najpierw był drewniany, potem w XVII w. opat oliwski ufundował kościół murowany i dzisiejszy wystrój jest wystrojem barokowym. W XVIII i XIX wieku była tu filia parafii w Mechowie – gdzie na samym końcu wsi, również kilka lat temu, trafiliśmy na kościół ufundowany przez bractwo myśliwskie i w całości (a może i w nadmiarze) wyposażony w trofea; dość powiedzieć, że wszystkie żyrandole zrobione są z poroża. W samym Mechowie jest też dość nietypowa atrakcja dla dzieci w postaci kilku niewielkich grot wapiennych, w które można się wczołgać i bezpiecznie wyczołgać (z jednej strony są w całości otwarte na świat, więc jest tam dość jasno).

Po tych meandrach drogowych wracamy wreszcie w stronę Wierzchucina. A tu, oczywiście, po drodze Żarnowiec: wieś cysterska z nadaniem z 1220 roku. W centrum klasztor żeński, dawniej zamieszkały przez cysterki, a od 1590 roku przez benedyktynki. Kościół późnogotycki z XIII wieku, na terenie klasztoru udostępnione do zwiedzania gotyckie krużganki, zaś w skarbcu klasztornym rękopisy z XV wieku, pastorały i bogato zdobiony graduał; szaty i hafty liturgiczne, rzeźby sakralne oraz dawne sprzęty. No i w każdą niedzielę lata, wieczorem, koncerty organowe grane przez mistrzów z całego świata! Znana z licznych wykładów i publikacji na temat wczesnych Ojców Kościoła, m.in. pustelników egipskich (Abba, powiedz mi Słowo) s. Małgorzata Borkowska OSB napisała kiedyś ciekawą „biografię” Żarnowca. Jeszcze kilka lat temu można ją było w kościele znaleźć…

Gdy w Wierzchucinie kupujemy niezmiennie na drogę powrotną pączki (choć kiedyś były też jagodzianki), zawsze obiecujemy sobie, że wrócimy za rok. Zobaczymy, jak będzie tym razem.

407__560x480_dsc_0596dsc_0677

 

Reklamy

One thought on “Dziennik podróży. Koniec wakacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s