dzieci · hygge · niebieskie migdały

Wygwizdowo

IMG_7236

Nad morzem wieje. Wiatr, razem z piaskiem, wciska się w każdą, nawet najmniejszą szczelinę człowieka. Zakutani w wiatrówki, zakapturzeni, patrzymy z zachwytem, pomieszanym z dezaprobatą, na ten odwieczny spektakl. Minimalistyczna, a nawet ascetyczna dekoracja, kolory sprowadzone do minimum, uszy napełnione rykiem morza sprzężonego z wizgiem wiatru. Bałtyk jest jednak zdecydowanie północnym morzem. Słońce robi od czasu do czasu dobre wrażenie, świeci, grzeje i opala, ale powiedzmy sobie szczerze, zwykle jego obecność jest mocno wirtualna. Nic dziwnego, że napływowa ludność od rana zajęta jest rozkładaniem kilometrowych parawanów i szczelnych namiotów; bez plażowo arktycznego ekwipunku nikt na bałtyckiej plaży nie wytrzyma. Po godzinie siedzenia, lub, co gorsza leżenia bez ruchu, delikwent zamienił by się w ruchomą piaszczystą wydmę.

IMG_7209

Tegoroczne wakacje spędzamy, jak to już malowniczo opisał Tata, na podróżach z retrospekcją, bo po prostu plażowanie nie wchodzi w zakres aktualnego pakietu nadmorskiego. Mama z Joasią w pogoni za choćby minimalną opalenizną, odbyły sobie spacer plażą i lasem z Wierzchucina do Białogóry, w wyniku którego opaliły sobie lewą stronę człowieka. Tak więc następnego dnia zdecydowały się powtórzyć tę pielgrzymkę w odwrotną stronę, żeby i prawa strona miała tę możliwość. Operacja się powiodła, ale szanse na pogłębienie odcienia opalenizny od tamtego dnia są dość nikłe, bo do wiatru dołączyły deszcze. Przelotne, to prawda, ale za to intensywne i dość nieprzewidywalne. Słońce udziela nam audiencji sporadycznie, w przerwach i półgębkiem. Temperatury oscylują w granicach 15 stopni. To nie głupi żart, ale smutna prawda.

 

IMG_7171

Na szczęście, pomimo polrnych temperatur, krajobraz nadmorski jest jak co roku, cudownie piękny. Mama patrzy i patrzy i czuje, jak multiplikują się jej dobre komórki w mózgu, co tam, właściwie to cały mózg Mamie odrasta. Jakby to było fantastycznie, jakby tak człowiek mógł się napatrzeć, napatrzeć i w jakiejś pochmurnej chwili odtworzyć sobie całość – obraz i dźwięk, zapach i świst rowerowych kółek na szutrowej drodze…Tego lata kaszubskie łąki są czerwone od kwitnących maków, może dlatego tak mocno przesypiamy całe noce, pomimo bębnienia deszczu o blaszany dach domku. Tak, tak, domku, bo w tym roku Mama&Company wylądowała nietypowo, bo w małym domku, w wierzchucińskim lesie, o tu http://www.zielone-zacisze.com.pl Bardzo się mamie ten płodozmian udał: ogromny ogrodzony teren, wypasiony plac zabaw (pan gospodarz jest stolarzem), co kilka kroków stoi sobie jak nie huśtawka to hamak, jak nie hamak to leżaczek – istne wypoczynkowe eldorado.

IMG_7258

IMG_7422IMG_7423IMG_7437IMG_7438IMG_7436

W sąsiednich domkach pomieszkiwały same rodziny z dziećmi, przy czym akurat wśród dzieci dominowała płeć męska w wieku 6 plus, tak więc słońce czy deszcz, po terenie toczyła się dziecięca kula najeżona nogami, rękami i krótko ostrzyżonymi łebkami, wydająca pirackie okrzyki bojowe albo dla odmiany kopiąca piłkę. Mama i Joasia tarzały się w słodkim nieróbstwie, czytając do upojenia albo oglądając trzeci sezon Downton Abbey.

IMG_7420IMG_7418IMG_7419IMG_7424IMG_7433IMG_7439IMG_7443

IMG_7416

Jak widać domki urządzone są w miłym, niezobowiązującym stylu skandynawskim, a kuchenka wyposażona jest całkiem przyzwoicie, chociaż przydałby się ekspres do kawy i mikser…ale to byłby już szczyt rozpusty, co Mama przyznaje bez bicia; za rok jednak przywiezie swoje własne, bo kawa dla Mamy to napój życia, a dzieci nieustannie domagają się ciasta. Prawdziwym bonusem pobytu w Wierzchucinie był dostęp do uczciwego, żywego jedzenia wiejskiego, przynoszonego pod próg i wieszanego na klamce… Świeżutkie mleko, ser i prawdziwe masło z mleczarni w Perlinie („kolega pracuje i może przywieźć”), flądry prosto z kutra („szwagier łowi, to mogę pani załatwić”), jajka od zielononóżek („a, to z naszego kurnika”), miód (to już sami mamy metę w Choczewie) oraz porządny chleb i wędliny z Bychowa (też via mleczarnia w Perlinie).

IMG_7430IMG_7429IMG_7428

IMG_7166

Wakacje w pełni pozwalają nam posmakować poezji rzeczy zwykłych, zachwycić się codziennością, celebrować to, co najprostsze. Nie dlatego, że ograniczamy swój horyzont do jajek i masła, ale dlatego, że odchyliwszy skromną zasłonę zwyczajności, możemy doświadczyć życia, jako daru. Układamy małe kawałeczki puzzli, które powoli stają się zapierającą dech panoramą człowieczego losu, nie jako przejawu ślepego przypadku, ale jako doskonałej, celowej kreacji. Mama bardzo wierzy w Opatrzność, ale nie w pogańskiej wersji ślepego fatum, ale w takiej, jaką była od początku, to znaczy najdoskonalszej Dobrej Woli wobec każdego z nas. Osłania nas cień Jego dłoni. Kiedy zatrzymujemy się w biegu, jakoś wyraźniej to widać. Życie jest cudem.

IMG_7331

 

Reklamy

9 thoughts on “Wygwizdowo

  1. Ile osób pomieści taki domek i ile za dobę życzą sobie? W niedaleko położonym Kopalinie gdzie już kilka razy spędziliśmy urlop -domek 5 -6 osobowy -250 zł za dobę. Ale nie tak cudnie urządzony 😦
    Polecam przyjechać na plażę do Lubiatowa (Kopalino leży 3 km od morza). Świetne drewniane bary obok plaży w lesie a i dojazd przez las wygodny. Właśnie wyłożono kostką drogę dla samochodów a dla rowerzystów i pieszych – pięknie utwardzony trakt. Niestety nasza nadbałtycka pogoda już wiele razy nas rozczarowała (wyjątek w 2006- bite 2 tygodnie upałów) i dlatego szukamy słońca albo nad Balatonem na Węgrzech albo w Chorwacji dokąd jeździmy w ciemno. Kwatery na miejscu znajdujemy (w każdym miasteczku jest biuro turistinfo i mają bazę kwater u lokalnych mieszkańców) za takie same ceny jak nad Bałtykiem a pogoda – Lampa 🙂

    1. Ten akurat domek jest 4 osobowy a cena 140 do 160 złotych. Dla sześciu do ośmiu osób cena jak w Kopalinie. Lubiatowo znamy, odwiedzamy, jednak wolimy okolice białogórskie

      1. A można spytać gdzie dokładnie za nocleg? Wygląda sielsko – anielsko 😉

  2. Jak pięknie:) Jak to zawsze u Mamy:) Z duzego brazowego domu do małego brązowego domku:) Mam ogromny sentyment do Białogóry! Przed laty tylko z namiotem, ale w pięknym białogórskim lesie…tam po raz pierwszy moje dziecię zobaczyło morze:) Pozdrawiam!

  3. Jak ja potrzebowałam tego tekstu, nawet tego nie wiedziałam, dopóki go nie przeczytałam 🙂 tchnie spokojem i miłością do życia, człowieka, Boga i Jego darów. Dziękuję! Ps. Życzyć udanych wakacji chyba nie muszę, pozdrawiam serdecznie!

  4. Jak niewiele naprawdę nam potrzeba, żeby ujrzeć piękno i poczuć oddech od codzienności.
    My w tym roku wyruszamy na wyprawę do Chorwacji. I choć jakieś plany się powoli krystalizują, to najważniejszym celem jedynie brak pośpiechu, spokojne oglądanie świata i delektowanie smakowitymi kąskami dla oczu i podniebienia.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s