Uncategorized

Dziennik podróży

Napisał Tata z Dużego Domu. Część pierwsza.

 

IMG_6945

Każdy urlop zaczyna się od podróży. Po 19 latach jeżdżenia nad morze różnymi trasami – czasem kilka razy w ciągu sezonu, dojeżdżając na weekendy (zjawisko to, nieco wykańczające, ale dające niewiarygodnie dużo satysfakcji zna wielu tatusiów pracujących tak na swoim, jak i w korporacjach) – dorobiliśmy się „naszej trasy”. Dla dojeżdżającego taty kluczowy jest oczywiście czas. Dziś opcją optymalną jest dla mnie, szczerze mówiąc, pociąg – ale dawniej, szczególnie podczas wieloletniego remontu trasy z Gdańska do Warszawy – był nią samochód.

Zupełnie inaczej rzecz ma się z dojazdem całorodzinnym, na początku i na końcu urlopu. Wtedy najistotniejszy staje się przede wszystkim czas spędzony razem oraz tzw. walory dydaktyczne. W ciągu tych wielu lat podróży na nadbałtyckie Kaszuby Północne, czyli tak zwaną Nordę, jeździliśmy najpierw siódemką, potem próbowaliśmy różnych wariantów pół-autostradowych i wreszcie kilkunastu różnych pośrednich; wreszcie znaleźliśmy optimum.

Jako fizyk (z wykształcenia) mógłbym na jego postawie wykładać mechanikę kwantową: nigdy bowiem do końca nie wiemy którędy pojedziemy – podobnie jak w teorii kwantów nigdy nie jesteśmy w stanie określić jednocześnie i jednoznacznie położenia i prędkości danej cząstki elementarnej (np. elektronu). Jak z pewnością wszyscy pamiętacie ze szkoły nazywa się to zasadą nieoznaczoności Heisenberga. Akt pomiaru jednej wielkości powoduje utratę części informacji o drugiej wielkości, przy czym zasada ta nie wynika z niedoskonałości metod ani instrumentów pomiaru, lecz z samej natury rzeczywistości. No więc u nas jest podobnie J Generalnie jedziemy z Warszawy do Płońska, czasem aż do Mławy, a potem – gdzieś mniej więcej na północny zachód i hulaj dusza.

W końcu urlop to nie jest czas każdego dla siebie, ale czas, który każdy daje dla wspólnego dobra całej rodziny. No i czas, w którym dzieci uczą się najwięcej. W końcu, przecież, podróże kształcą!

Otóż jedna z ciekawszych tras wiedzie szlakiem zamków krzyżackich, przy czym – dla wytrwałych – groźne jest to, że może ona zająć dwa lub trzy dni! Po drodze można więc spotkać, po kolei: Działdowo, Lubawę, Golub-Dobrzyń (lub w innym wariancie: Brodnicę), dalej: Kowalewo Pomorskie, Kwidzyn i Gniew (alternatywnie, oczywiście: Malbork).

Innym motywem przewodnim – na który zdecydowaliśmy się w tym roku – jest „wsi spokojna, wsi wesoła…”. Minąwszy Działdowo, skręciliśmy na drogi „ostatniej kategorii odśnieżania”, choć nawierzchniowo bez zarzutów.

Mijamy więc zwykłe-niezwykłe wsie, jak np. Turza Wielka – gdzie niedawno na polu odnaleziono bransoletę z epoki brązu (1700 lat p.n.e.) czy tak znane (lokalnie) miejsca, jak Lipy k. Lubawy. Znajduje się tu od ponad 600 lat sanktuarium Matki Bożej Lipskiej, zaś jego początki sięgają XIII wieku. Ówczesny biskup Chrystian (cysters) od 1209 roku prowadził misję chrystianizacyjną w Prusach. 18 lutego 1216 r. doprowadził do chrztu pruskiego wodza imieniem Surwabuno, mieszkającego w grodzie stojącym na terenie obecnej Lubawy. Tenże wódz za namową biskupa Chrystiana w tym samym roku udał się do Rzymu, gdzie oddał swoje włości pod opiekę Stolicy Apostolskiej, zaś papież Innocenty III nadał mu nowe imię Paweł. Dla nas historia ta jest niemal „rodzinna”, ponieważ Surwabuno należał prawdopodobnie do jednego z najważniejszych plemion południowych Prus – Sasinów, a Kasia jest po kądzieli Sasinowska. Tereny zajmowane przez to plemię były bardzo rozległe, a Sasinowie na tyle oporni w przyjmowaniu wiary chrześcijańskiej i twardzi w obronie swych ziem, że w XII, XIII i XIV wieku walczyli z nimi zarówno książęta mazowieccy, jak i Krzyżacy. Ci pierwsi – w celach obronnych – postawili nawet na swych północnych rubieżach szereg grodów obronnych; dziś po żadnym z nich nie ma nawet śladu, a w ich miejscach znajdują się zwykłe, niewielkie, zapomniane wsie.

Poniżej sanktuarium maryjne w Lipach.

 

 

 

 

Na tyle były te walki zażarte, że Sasinowie zostali wycięci lub zmuszenie do opuszczenia swych terenów – tak, że przez kilkadziesiąt lat były one dosłownie puste. Kierunki ucieczki były dwa: zachód: Sasino na Kaszubach (o którym później) jest być może tego śladem oraz wschód: okolice dzisiejszej Łomży i Zambrowa, gdzie licznie występują rody Sasinowskich oraz (niekoniecznie w tych samych miejscach) wsie Sasiny. Teorię tę zdaje się potwierdzać badania genealogiczne szlachty mazowieckiej. W projekcie prezentowane i analizowane były wyniki Y-DNA i mtDNA potomków szlachty z Księstwa Mazowieckiego – zarówno bezpośrednich wojów Książąt Mazowieckich jak i drobnych rycerzy osiedlonych na terenach czasowo podległym Mazowszu (Kujawy, Ziemia Dobrzyńska, Ziemia Łęczycka, Podlasie). Wyniki przedstawione tutaj https://www.worldfamilies.net/geo/masovian/results oraz https://www.familytreedna.com/groups/masovian-nob/about/background, a omówionego w przystępny sposób tutaj: http://zambrowiacy.pl/publ/ze-stanow-zjednoczonych-w-poszukiwaniu-sasinowskich-i-baczewskich-herbu-lubicz/ pokazują Sasinowskich herbu Lubicz z Zambrowa jako posiadaczy haplogrupy C3, zupełnie wyjątkowej na terenie Polski. Tym symbolem oznaczana jest grupa, która występuje praktycznie od Kazachstanu, aż po Japonię. Może być śladem po tatarskim pochodzeniu lub wskazuje na pochodzenie z plemion scytyjsko-sarmackich. Potwierdzona została ich linia oraz to, że pochodzili od wspólnego przodka z przełomu XIV i XV wieku. Przodek ów prawdopodobnie pochodził z Baczy, nazywał się Sasin, założył Sasiny i ród Sasinowskich, spokrewniony z Baczewskimi herbu Lubicz.

I tu, niestety, teoria nieco się załamuje, bowiem z badań genotypów wynika, że niektóre z rodów szlacheckich, które posługują się herbem „Prus” mają geny typowe dla Bałtów – ale jest to zupełnie inna grupa haplotypowa R1. Z tego wniosek, że: albo Sasinowscy nie pochodzą jednak od Sasinów, albo też Sasinowie nie byli plemieniem Bałtów / Prusów, tylko „przyjezdnymi” ze Wschodu, którzy przykleili się do Prusów, osiedlając się na ich południowych rubieżach. Jeśli macie jakieś inne sugestie, to zapraszam do dyskusji.

Jak mawiało się u mnie w liceum: my tu gadu-gadu, a białe krówki gelaufen… Otóż, wracając do podróży: po licznych zakrętach wjechaliśmy na bardzo malowniczy, stały fragment naszej trasy, wiodący przez Iławę, Susz i Dzierzgoń. A tam gdzieś po drodze leży wieś Kamieniec, należąca dawniej do dóbr krzyżackich i znana niegdyś jako Habersdorf, a potem jako Finckenstein. I oto nagle kościół – obecnie w renowacji współfinansowanej przez fundację ks. Lubomirskich. W ubiegłym roku obchodził 300-lecie budowy, według wszelkiej klasyfikacji jest to więc barok, ale jaki! Zupełnie niepodobny do naszych mazowieckich czy małopolskich złoceń i amorków; według tamtych standardów powiedzielibyśmy, że jest surowy czy wręcz ascetyczny – sami zobaczcie.

 

 

 

 

 

Bardzo piękna jest inskrypcja przy drzwiach wejściowych, wg Rdz 28,17:

Quam terribilis inquit est locus iste non est hic aliud nisi domus Dei et porta caeli

Ale kościół to jeszcze nie wszystko, bo dalej jest pałac w stylu francuskim, pochodzący z tego samego dziesięciolecia, co kościół. Zaprojektowany przez Anglika, sfinansowany przez pruskiego marszałka polnego Albrechta Konrada Finck von Finckenstein pozostawał przez wiele pokoleń w jego rodzinie. Gościł wielu wielkich tego świata, a wśród nich Napoleona, który w 1807 roku mieszkał tu przez 9 miesięcy i prowadził I kampanię rosyjską! Napoleonowi – uwielbianemu przez Polaków, a znienawidzonemu przez Włochów i Hiszpanów – towarzyszyła tu m.in. jego metresa Maria Walewska, poznana niedługo wcześniej podczas balu na Zamku Królewskim w Warszawie. W lipcu tegoż roku Napoleon podpisał z Rosją i Prusami traktat pokojowy w Tylży i wyjechał do Paryża. Pałac dalej trwał; nieco ponad 100 lat później Adolf Hilter zajął go na swoją kwaterę. W końcu wojny żołnierze sowieccy ograbili i podpalili pałac, obracając majątek w perzynę. I tak jest do dziś, niestety.

 

IMG_6777IMG_6776IMG_6775

 

Temat pomorskich i kaszubskich pałaców, dworów i zamków jest warty osobnej dyskusji – ale o tym innym razem. Podróżując dalej do naszej Białogóry mijamy za chwilę największy z nich – Malbork. Trasę można oczywiście zmienić, jadąc jak my któregoś roku do położonego, jak mówią Anglicy, in the middle of nowhere promu przez Wisłę w Gniewie, gdzie nad przeprawą góruje wysokie krzyżackie zamczysko, znane obecnie od kilkunastu lat ze znakomitych turniejów rycerskich. Któregoś innego roku zmieniliśmy Gniew na Kwidzyn – również warty obejrzenia.

Niezależnie od wybranego wariantu przeprawy przez Wisłę, w końcu co roku mierzymy się z dylematem: jechać w końcówce trasy autostradą i obwodnicą Trójmiasta, czy kombinować przez Skarszewy i Kartuzy do Wejherowa. Mówiąc szczerze, najczęściej wybieram wersję pierwszą – mniej krętą i krótszą o prawie godzinę, choć niewątpliwie jazda przez przepiękny las bukowy, który od południa stanowi granicę Wejherowa oraz zwariowany zjazd na łeb na szyję do samego miasta są naprawdę warte nadłożenia drogi i czasu.

30a66-img_9128

No i wreszcie, po ponad 400 km, droga na Krokową: najpierw Palmiry Północy czyli las Piaśnicy: miejsce, które co roku jakoś napawa mnie grozą. Niemcy od samego początku wojny wywozili tu cywilów, głównie Polaków, i dokonywali masowych rozstrzeliwań. Akcja trwała kilka miesięcy – od października ‘39 do wiosny ‘40 – i pochłonęła do 15000 ofiar. W 1944 roku Niemcy przeprowadzili dodatkowo akcję zacierania śladów zbrodni, zmuszając do pracy więźniów ze Stutthofu, a następnie eksterminując również nich; mieszkańcy okolicznych wsi mieli absolutny zakaz wstępu do lasów – do tego stopnia, że jeden z nich, mieszkający w Tyłowie nad jeziorem Żarnowieckim, który (być może na zlecenie jakiejś organizacji podziemnej) podkradał się, by zobaczyć, co się tam dzieje, został złapany i zastrzelony na miejscu.

Wśród ofiar byli zarówno przedstawiciele polskiej inteligencji z Gdańska, Gdyni, Pucka czy Wejherowa, jak i (w znakomitej większości) zwykli polscy robotnicy, którzy w latach 20-tych wyemigrowali do Niemiec za chlebem. Ci pierwsi aresztowani byli w ramach prowadzonej – przez obu okupantów, jak wiemy – akcji „Intelligenzaktion”, na podstawie przygotowywanych jeszcze przed wojną list proskrypcyjnych: na terenach zachodnich robili je folksdeutche, zaś na wschodzie Polski agenci NKWD. Niemiecka Sonderfahndungsbuch Polen czyli Specjalna księga Polaków ściganych listem gończym obejmowała aż 61 tysięcy nazwisk (sic!) i wydrukowana została jako ściśle tajny druk w lipcu ’39 roku.

Polscy robotnicy w Niemczech byli wyłapywani, przywożeni w wagonach „specjalnych” całymi rodzinami, z dziećmi i niemowlętami – i wszyscy byli mordowani bez litości. Zagładę dokumentował niemiecki zakład fotograficzny z Wejherowa. Akcja zacierania śladów była dość skuteczna, ponieważ do dziś nie znaleziono żadnych list osób rozstrzelanych – a jak wiadomo Niemcy takie listy prowadzili. Oczywiście, nie znaczy to, że listy te dziś już nie istnieją…

 

Z drogi na Krokową warto skręcić w lewo, właśnie na wspomniane Tyłowo, by już po chwili znaleźć się nad Jeziorem Żarnowieckim. Do Krokowej zdążymy jeszcze pojechać, a tymczasem warto wspomnieć właśnie ten akwen – z niezrealizowaną elektrownią atomową i obecnie istniejącą na miejscu jej budowy Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz działającą z powodzeniem elektrownią szczytowo-pompową (o takich elektrowniach każdy coś tam się w szkole uczył, prawda?). Przed wojną jezioro – wraz z wpływającą do niego i wypływającą Piaśnicą – stanowiło granicę między Polską a Niemcami, ustaloną Traktatem Wersalskim.

IMG_7076

 

mapa1935

Niemcy tak zawzięcie negocjowali granicę, że dopiero po jakimś czasie zorientowali się, że zapomnieli, iż Lębork, który został po ich stronie powinien mieć jakieś zaopatrzenie w wodę. Rozpoczęły się więc negocjacje, w wyniku których Polska zgodziła się wymienić część terenu na wschód od Lęborka w zamian za południowo-zachodni brzeg Jeziora Żarnowieckiego. I w ten sposób w polskich rękach znalazło się Nadole, jednak z uwagi na uwarunkowania geograficzne i trudności ze strony niemieckiej mieszkający tam Polacy-katolicy w niedzielę do kościoła zmuszeni byli przeprawiać się łodziami do Żarnowca, położonego na przeciwległym brzegu jeziora! Początkowo, do kościoła w Żarnowcu jeździli też katolicy – Polacy i Niemcy – mieszkający po drugiej stronie granicy, jednakże po dojściu do władzy przez Hitlera i stopniowego rozwoju polityki antypolskiej, Niemcy, chcąc ograniczyć kontakty z Polską, zbudowali za państwowe (!) pieniądze katolicki kościół w Wierzchucinie – ten sam, który stoi do dziś i przy którym w tym roku nowy proboszcz wyciął wszystkie 80-letnie, otaczające go pięknym czworobokiem drzewa. Ech, szkoda gadać…

IMG_6929IMG_6927

 

Każda podróż musi się kiedyś skończyć. Jesteśmy, co prawda homo viator, ale trochę w innym sensie…

To, że racją bytu państwa jest suwerenność społeczeństwa, narodu, ojczyzny, to my Polacy szczególnie głęboko odczuwamy. Tego nauczyliśmy się poprzez całe nasze dzieje, a w szczególności poprzez ciężkie doświadczenia ostatnich stuleci. Nigdy nie możemy zapomnieć tej straszliwej lekcji dziejowej, jaką była utrata niepodległości Polski od końca XVIII do początku bieżącego stulecia. To bolesne, w istocie swojej negatywne doświadczenie stało się jakby nową kuźnią polskiego patriotyzmu. Słowo „ojczyzna” posiada dla nas takie znaczenie pojęciowe i uczuciowe zarazem, którego, zdaje się, nie znają inne narody Europy i świata. Te zwłaszcza, które nie doświadczyły takich jak nasz naród dziejowych strat, krzywd i zagrożeń. (JP II)

IMG_7172

 

 

 

 

Advertisements

3 thoughts on “Dziennik podróży

  1. Z wykształcenia fizyk, a duchem “homo historicus” 😉 piękny tekst. Gratuluję, Tato z Dużego Domu.

  2. Jestem pod wrażeniem:)
    Myślę, że gdybym wpuściła swojego męża na bloga, jego wpis podobnie kipialby pasją historyczną i podróżnicza ewentualnie muzyczną:) Pozdrawiam!

  3. Lipy, a właściwiej sanktuarium maryjne w lipach jest szczególnie mi bliskie – w 2015 roku z tego właśnie sanktuarium wyszłam jako żona 🙂 Miło się czyta, o kimś kto potrafi zatrzymać się w trasie by porozmyślać, poczytać, zrozumieć historię miejsca i ocalić od zapomnienia przekazując wiedzę dzieciom. Pozdrawiam ciepło!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s