hygge · klucz do szczęścia · mindfulness · przytulność · slow life

Powolutku

img_2517

Święty Mikołaj, na Mamy prośbę, przyniósł Mamie książkę o tajemniczym tytule “Hygge. Klucz do szczęścia” Meika Wikinga. Mama, z racji pełnienia w życiu przeróżnych ważnych funkcji, zwłaszcza tych macierzyńskich, lubi być na bieżąco i nie lubi nie rozumieć o czym ludzie mówią. Albo piszą. Tak więc, napotkawszy w różnych miejscach określenie, że coś jest hygge, Mama się zaciekawiła, co się za nim kryje…

img_6869

Otóż hygge to, po prostu, po duńsku – odpoczynek. Jednak nie jest to taki sobie zwykły, byle jaki odpoczynek; żeby odpoczywać w stylu hygge, trzeba się nieco natrudzić: sprawić, żeby było przytulnie: zapalić świece, zaparzyć aromatyczną herbatę, upiec ciasto, czytać dobrą książkę, słuchać muzyki, zaprosić przyjaciół. Hygge to poczucie, że jest się bezpiecznym i chronionym przed światem; przed burzą deszczem i śnieżycą…Często bywa tak, ze zła pogoda za oknem wręcz wzmacnia uczucie hygge – tam wieje i leje, a tu jest ciepło i przytulnie, w kominku buzuje ogień, pod głową wygodna poduszka, na stopach ciepłe skarpety, a pod brodą miękki koc i smakowita książka. Pełen błogostan.

img_7346

  Meik Wiking jest duńskim badaczem ludzkiego szczęścia. To nie żart, to prawdziwa prawda. Hen daleko stąd, w Danii, istnieje sobie taki think tank, który nazywa się Instytut Badań nad Szczęściem (Happiness Research Institute), który zajmuje się rozpoznawaniem przyczyn i skutków ludzkiego szczęscia. Okazuje się, że według europejskiego Sondażu Społecznego, Duńczycy są jednym z najszczęśliwszych narodów na świecie – i to pomimo horrendalnych podatków i jesienno-zimowych ciemności, które trwają tam od października do marca. Hmm, chyba znamy jeszcze co najmniej jeden taki kraj, prawda?  W  każdym razie, w związku z tym, dla przeciętnego Duńczyka artykułem najpierwszej potrzeby są świece; żywe światło, które po pierwsze rozprasza ciemności, a po drugie wprowadza przytulny nastrój, konieczny do osiągnięcia porządnego hygge. Podobno Duńczycy zużywają per osoba do 6 kilogramów wosku rocznie (!!!), co stawia ich, jako spalaczy świec, na pierwszym miejscu w Europie. Świece płoną nie tylko w prywatnych domach, ale też w biurach, szkołach i na uczelniach! 31% procent Duńczyków twierdzi,  że zapala naraz pięć świec, albo więcej! Mama zaczyna żywić niejakie podejrzenia, skąd też mogli pochodzić jej odlegli przodkowie…Duży Dom pod względem ilości płonących świec mógłby być modelowym domem duńskim…Nawet niechęć DD do świec zapachowych jest jak się okazuje, iście duńska…

7a6dc-img_2618

W tworzeniu atmosfery hygge swoją rolę pełni też światło elektryczne: im jest ono cieplejsze i bardziej przytłumione – tym lepiej. Mama czytając o tym kiwała energicznie głową, jako że serdecznie nienawidzi ostrego światła ledowego i jarzeniowego, tak powszechnego w dzisiejszej Polszcze. Do Dużego Domu ledów się nie wpuszcza, lamp i lampek jest pełno, tak, aby każdy mógł sobie włączyć akurat tyle światła, ile jest mu w danej chwili potrzeba. Czyli niezbyt dużo. No, chyba, że akurat gotuje…

img_1994

Co, oprócz atmosfery, jeszcze jest hygge? Na ten przykład bycie tu i teraz; przezywanie rzeczywistości namacalnie, bez pośrednictwa laptopów, smartfonów i innych dewajsów. Życie unplugged – ogniska z przyjciółmi, kolacje z rodziną, granie w planszówki z dziećmi, spacery z mężem pod gwiazdami. Tylko tyle i aż tyle.

 

 

img_1284

Ważna jest też wdzięczność; głębokie zadowolenie z tego, co się ma i z życia w ogóle. No, to jest po prostu coś, o czym Mama pisze do znudzenia – szczęście płynące z małych rzeczy, ze zwyczajnych chwil, z czasu, który upływa. Trwanie w harmonii z samym sobą, a przez to z bliźnimi, którzy żyją obok. Spokój i troska o innych; zdrowe poczucie, że nie jestem pępkiem świata, a moją rolą tu i teraz jest wychodzenie naprzeciw drugiemu człowiekowi – z pomocą, z dobrym słowem, z pociechą. No, chociażby z pomocą w kuchni, prawda?

img_0819_2

Hygge uprawiamy nie tylko zimą, wiosna czy lato też jest do tego świetną porą. Wspólne przygotowywanie jakiegoś fantastycznego jedzenia, albo zwyczajne siedzenie i gapienie się w zieloną przestrzeń lata, albo pieczenie kiełbasy na ognisku. Mama nie może się już doczekać tego letniego wydania hygge.

Mama tak sobie myśli, że moda na to hygge, które kryje się pod różnymi nazwami – slow life, mindfulness – jest jakimś znakiem czasu. Ludzkość wykastrowana z rodzin, z dzieci, zapuszkowana w biurowcach od świtu do nocy, powoli zaczyna się buntować; zaczyna uciekać w jakiś inny wymiar, w takie życie vintage. Bieda tylko w tym, że robią to trochę na niby, otaczając się rzeczami, przedmiotami stylizowanymi na stare i zużyte, które mają zapewnić im namiastkę tego powolnego życia, za którym tęsknią. Te wszystkie niby stare stoły, poobijane przez stolarza krzesła, podarte dżinsy, niby wyszczerbione kubki mają dać im poczucie posiadania korzeni, jakiejś ciągłości, jakiegoś życia poza miesięcznymi raportami dla centrali.

img_9510

I jeszcze Mama myśli, ze Duży Dom, jakoś sam z siebie funkcjonuje w rytmie hygge. To prawda, ze w dużej rodzinie często trudno jest nadążyć za wydarzeniami, ale – no właśnie – ten pośpiech jest niejako na powierzchni, jak morska piana, a głęboko pod spodem jest spokojny nurt, który powoli, harmonijnie prowadzi jego mieszkańców do ostatecznego celu.

No tak, bo nie ma prawdziwego hygge, slow life, bez motywu nadprzyrodzonego. Tak, tak. Tę przytulność, harmonię i wdzięczność da się osiągnąć tylko wtedy, kiedy jest się w stałym kontakcie z Tym, który Jest. Alfa i Omega, początek i koniec, a w samym środeczku my z naszą tęsknotą za tym, żeby bardziej być. Ciekawe, czy badacze szczęścia z Danii kiedyś na to wpadną? Miejmy nadzieję.

13413618_10153653496802335_8683630364223481917_n

 

 

Advertisements

8 thoughts on “Powolutku

  1. cudowne!!! ja zyje slow life.. pomimu harmidru i zamieszania dzieciecego,uwielbiam domowosci czarodziejskosć codziennosci..

  2. Hygge – pomyślałam też tradycyjnych świeczkach na grobach, które zanikają i pojawiają się sztuczne światełka. A szkoda. Usiąść i poczekać chwilkę jak się spali świeca … 🙂

  3. z przyjemnością przeczytałam Pani(Twój?) artykół …i obejrzałam zdjęcia -całość uważam za bardzo Hygge
    😉
    Ja tez bardzo się staram, żeby mój dom był choć trochę “hygge”,na zakupach mój mąż nie może się nadziwić, że świece i tealighty są dla mnie artykułem pierwszej potrzeby;)

  4. Przepiękny koniec😊 Całe sedno tkwi właśnie w Nim. Uczę się właśnie tak postrzegać wszystko co mnie otacza, aby przekazać to moim pociechom😊 Mamo z DD, uwielbiam Twoje wpisy. Mają w sobie tyle spokoju i pokory. Chciałabym tak umieć patrzeć na życie😊😊😊 Pozdrowienia!!!

  5. Uwielbiam ten blog, Pani rodzinę i sposób postrzegania świata, a duży dom jest przepiękny.
    Pozdrawiam
    stała czytelniczka

  6. Zajrzałam wczoraj do empiku i zakochałam się w idei hygge 🙂 przecież ja znam ten stan, tylko nie miałam na to jednego słowa 🙂 i nadal nie mam, bo nie lubię używać zagramanicznych terminów, które na razie są powszechnie niezrozumiałe. Dzieci nie zrozumieją raczej, jeśli zaproponuję im wspólne hyggowanie ;P
    a przecież w dużej mierze tak żyjemy, wśród książek, kocyków, wspólnego gotowania, świeczek, dobrej muzyki, bez telewizora, wygodnie, acz schludnie ubrani. I szczęśliwi 🙂
    Osobiście bardziej trafiła w mój gust Duńska sztuka szczęścia, przepięknie wydana, bardzo hygge 😉 w odróżnieniu od Meika Wikinga, niestety…te maciupkie literki, niewygodnie się ją przeglądało… od razu poszłam po nową świecę, ciepłe kapciuszki i czekoladę do rozpuszczenia na wieczór:)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s