niebieskie migdały

Światło

img_1961

Im Mama jest starsza, tym bardziej lubi listopad. To znaczy, lubi go niejako wbrew sobie, trochę jakby masochistycznie. Wiadomo, jak irytujące jest wychodzenie z domu w listopadzie – trzeba się zacząć wybierać dwie godziny przed planowanym opuszczeniem ukochanych, ciepłych progów. Zakładanie dzieciom rajstopek, na rajstopki spodenek, na podkoszulki bluzeczek, na bluzeczki sweterków, na szyjki szaliczków, na główki czapeczek, na czapeczki…na czapeczki już nic, za to na sweterki kurteczek, na rączki rękawiczek, na stópki skarpetek, na skarpetki bucików…To wszystko trwa godzinami. Kiedy pod drzwiami ustawi się już rządek zakutanych, opływających potem delikwentów gotowych do wyjścia, a Mama dopina sama siebie na ostatni guzik – zawsze, ale to zawsze, z którychś różanych usteczek wydobędzie się słynne – Siuuusiuu! No, trochę tu Mama poszła we wspomnienia z tym zakutanym rządkiem, chociaż sławne wołanie w sytuacji poddrzwiennej z ust Tomasza pada zdecydowanie zbyt często. Benio, póki co, oczekuje pod drzwiami w milczeniu, jako że posiada jeszcze pełne zabezpieczenie antysiusiowe.

 

Wracając jednak do adremu, to dawno, dawno temu Mamę listopad frustrował. Działał Mamie na nerwy właśnie przez to guzdranie, przez zamarłą przyrodę, przez ciemność zapadającą w środku dnia. Nie lubiła Mama tego ogołocenia, tej ekspozycji kształtów przy jednoczesnym wygaszeniu wszystkich kolorów. Otaczała się Mama kwiatami, świecami, lampkami, szczelnie zasłaniała okna, żeby tylko nie dopuścić do siebie tej szarości z zewnątrz. Taki był czas. Jednak czas, jak to ma w zwyczaju, przemija. I przynosi zmiany. Pewnego roku w listopadzie Mama zobaczyła światło. Nie, nie w postaci jakiejś wizji nadziemskiej czy przenośni poetyckiej, ale jak najbardziej dosłownie. Namacalnie. Ziemia listopadowa okazała się być przejrzysta w swojej nagości. Brak liści, ziół i kwiatów odsłonił przestrzeń i piękno nieba. Nic już Mamy nie odciągało od pilnego spoglądania w niebo i zachwycania się jego dynamiczną zmiennością.

img_1341img_1320

Listopadowy minimalizm jest nam potrzebny. Natura robi ze sobą porządek – pozbywa się letniego nadmiaru i przesytu, wyrzuca ozdóbki i bibeloty, pozostawiając tylko to, co niezbędne, a co tym bardziej jaśnieje na tle wyciszonego pejzażu. Wschody i zachody słońca, zmienna dekoracja obłoków, cienka smuga lasu na horyzoncie, szare koronki splątanych gałęzi. Ostatnie liście, które pozostały na niektórych drzewach, goreją jak krzaki ogniste.

img_1946

 

img_1943

img_1986

Najtrudniej chyba jest Mamie polubić listopadową ciemność. Na wiosnę, w lecie, a nawet wczesną jesienią, noc przychodzi stopniowo i powoli, poprzedzona szarą godziną i zmierzchem, który z wolna, jakby leniwie, nasyca się coraz głębszym mrokiem. Jednak wiosenna czy letnia, nawet najgłębsza noc, ma w sobie jakąś srebrzystą poświatę, która nie jest jednak księżycowym blaskiem, ale zapowiedzią świtu nowego dnia. Nie dla listopada takie poświaty ani blaski. W listopadzie ciemność jest konkretna i szybka – myk, myk zachód słońca i trzask, drzwi zamknięte. Tylko jeszcze przez chwilę, przez cieniutką szparkę nieba, widać różowawą kreskę, która hen, po drugiej stronie ziemi jest świtem – i koniec. Robi się ciemno, choć oko wykol. Mama, która ma oczy działające mniej wiecej na 65%, w takiej ciemności kompletnie ślepnie, ale w modnych ledowych światłach próbujących ciemność przepłoszyć, nie dosyć, że  też ślepnie, to na dodatek dostaje okropnego bólu głowy. To już woli tę ciemność.

img_2282

 

 

img_9809_2

 

 

Zaczyna się Adwent. Archanioł Boży Gabryjel posłan do Panny Maryjej…Król jest już w drodze.

img_6928

 

 

 

 

 

Reklamy

8 thoughts on “Światło

  1. Już tyle razy chciałam Pani napisać, że wracam na tego bloga trochę jak do własnego, rodzinnego domu. 🙂 Bo pachnie tu ciepłem, miłością, bliskością i bułeczkami z cynamonem albo spagetti z dynią. Bo Pani wpisy – choć nie zawsze zgadzamy się światopoglądowo – są dla mnie zawsze warte rozważenia, przetworzenia, zatrzymania. I może to zbyt śmiałe, co napiszę, ale choć sama jestem już mamą i mam w realu swoją też cudowną mamę – Pani jest dla mnie po prostu taką blogową mamą 🙂 Mądrą, odważną, piękną w swojej formie i treści, ważną. Dziękuję 🙂

    1. Ja tez tu przychodzę ogrzać sie w ciepełku dużego brązowego domu:) masz racje. Wszystko ma swój czas i taki listopad tez jest nam potrzebny. Zeby po ciemności nastała jasność. Na przykład w naszych sercach. Pozdrawiam i życzę owocnego adwentu! Dla mnie jest on w tym roku wyjątkowy, bo przyniesie mi kolejne maleństwo..

      1. To rzeczywiście dla ciebie wyjątkowo radosny adwent…Oby twoje dzieciątko bezpiecznie wylądowało po tej stronie świata ❤ Wszystkiego dobrego na ten niezwykły czas!

    2. Kasiu miła, bardzo dziękuję za twoje słowa…Jak to dobrze, że rozumiesz, że chociaż w życiu wszyscy różnimy się od siebie, to jednak warto szukać i znajdować części wspólne naszych zbiorów. Wtedy i tylko wtedy powstaje krajobraz ludzki, który emanuje pięknem i zachęca do wędrówki. Jak wyglądałby świat, gdyby wszyscy myśleli tak samo…koszmar. Pozdrawiam cię serdecznie!

  2. Tak, listopadowa przejrzystość też mi sie podoba, a „nasz” dzięcioł na ogołoconej lipie przed kuchennym oknem zachwyca za każdym razem. Po mojej stronie okna minimalizm wciąż nie może wygrać. Od lat próbuję – jak natura – zostawić tylko to co niezbędne, a efekt wciąż daleki od ideału. Dzięcioł by zniknął :). Ładnie napisałaś, pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s