Uncategorized

Hibernacja

 

 

img_6886

Mama w ostatnim tygodniu po raz kolejny przekroczyła bolesną cezurę pięćdziesiątki i jak zawsze z tej okazji oddała się nostalgicznym refleksjom nad upływającym czasem. Jakby nie patrzeć, człowiek żyje już ponad pół wieku, a ciągle jakby na początku drogi. Ni stąd ni zowąd dzieci stają się powoli człowieka równolatkami – dopiero co, wczoraj dosłownie miało się te swoje dwadzieścia latek..Gdzie one wyparowały? I kiedy? Mama tak sobie myśli, że nasze wspomnienia i w ogóle nasza pamięć są w jakiś sposób znakami wieczności. No bo skoro PAMIĘTAMY, to znaczy, że to, co tkwi w naszej pamięci w jakiś sposób nadal ISTNIEJE, trwa. Ciąg osób, jakimi się było – dziecko, dziewczyna, młoda kobieta – te wszystkie wcielenia nadal trwają dzięki temu, że mają miejsce w naszej pamięci. Miejsca, w których byliśmy, chociaż zmienione, w naszych wspomnieniach są nadal takie, jakimi były przed laty.  Tak, zdecydowanie pamięć jest przedsionkiem wieczności. Taka jestem ciekawa tego, co czeka nas po drugiej stronie. Tych wszystkich ludzi, którzy złożyli się na naszą tożsamość i którzy patrzą na nas ze starych fotografii. Tego innego świata, którego nasz jest tylko bladym odblaskiem. Tego przejścia w wieczność.

No, ale o tym to już na blogu Mama nie napisze.

img_3233

Tak więc zdmuchnęła Mama symboliczną świeczkę i wkroczyła na kolejną nową drogę swojego życia. Nomen omen jesienną.

fullsizerender

 

A jesienią, wiadomo: pali się w piecu, zapija hektolitry herbaty z cynamonem i goździkami i piecze dyniowe ciasta.

Dynię Duży Dom odkrył stosunkowo niedawno, z rok temu. Mama zawsze uważała dynię za li i jedynie warzywo dekoracyjne, skojarzone odlegle z Mordą Upiora ( “Nawiedzony Dom” Joanna Chmielewska), produkujące hurtowo smakowite pestki. Okazało się nagle, że dynię można owszem, ustawić w kwietnej kompozycji, ale potem da się ją zjeść w sposób wyrafinowanie smakowity. W postaci ciasta dyniowo – pomarańczowego. Można też ją zjeść w postaci pasty bądź zupy, albo też sałatki, ale jak wiadomo – im zimniej, tym bardziej kochamy węglowodany. A już takie węglowodaniki chrupiące z wierzchu, wilgotne w środku, pełne bakalii oraz pachnące cynamonem i pomarańczą, to wprost uwielbiamy.

images

Do rzeczy więc.

Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni.

Bierzemy dynię Hokkaido, kroimy na łódeczki i pozbywszy się wszelkich dyniowych wnętrzności, smarujemy łódeczki (lekko! pędzelkiem!) olejem rzepakowym bądź słonecznikowym, po czym wstawiamy do gorącego pieca na mniej więcej 40 minut. Po półgodzinie warto tam zajrzeć i sprawdzić widelcem, czy warzywko zmiękło. Jeśli widelec wchodzi jak w masło, wyjmujemy przyrumienione kawałki dyni i odstawiamy, żeby ostygły. Wystudzoną dynię (ze skórą) wrzucamy do malaksera i miksujemy na jak najgładszy mus. Połowa drogi za nami.

Dalej potrzebujemy ok 220 g mąki pszennej zwykłej bądź grubszej (ja wolę tę grubą), 1 łyżeczkę proszku do pieczenia i ok 0,5 łyżeczki sody, cynamon do smaku (przyprawa do piernika też jest dobra), skórka otarta z 1 pomarańczy i, rzecz jasna, nie zapominamy o cukrze, chociaż niektórym się to zdarza…sporadycznie. Cukru, najlepiej trzcinowego, ale biały też jest ok, potrzeba trochę więcej niż pół szklanki, ok 2/3. A zresztą cukru się sypie do smaku, i tyle. To są składniki suche, które mieszamy sobie w misce.

W drugiej misce mieszamy składniki mokre, czyli szklankę musu z dyni (ok 240 g), 80 ml oleju, słonecznikowego lub rzepakowego, 2 duże jajka (lub 4 małe), 125 ml maślanki, lub kefiru. To wszystko bełtamy rózgą tylko do połączenia się wszystkiego, po czym dosypujemy składniki suche. Całość łączymy. Jeśli ktoś lubi bakalie, to teraz można je dodać; to ciasto nieźle też smakuje z kawałeczkami czekolady, tzw chocolate chips. Można dosypać jedno i drugie. Kto bogatemu zabroni, prawda? Teraz podejmujemy decyzję: muffinki czy placek? Jeśli muffinki, to wypełniamy foremki do połowy wysokości. Jeśli ciasto w kawałku, to rekomenduję formę do tarty, o średnicy, pi razy oko, 25 cm. Wychodzi wtedy krajalny, poręczny dla małych łapek placuszek. Tak czy inaczej, piecze się w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez co najmniej pół godziny. Mój piecyk wymaga ok 45 minut, a raz nawet siedziało ciasto godzinę…Najważniejsze, żeby się upiekło, co pokazuje nam klasyczny patyczek wetknięty w środek.

14718781_1200240640040350_2727412674937270127_n

A do ciasta, wiadomo – bardzo gorąca, bardzo mocna herbata z dużą ilością goździków, imbiru oraz cytrusów. I dobra książka. A potem jakiś rozgrzewający film.

Szkoda, że tak się nie da – w każdym razie nie codziennie. Ale pomarzyć można. I uzupełniać zasoby.

img_6879_2

 

 

 

Advertisements

16 thoughts on “Hibernacja

  1. Wszelkich błogosławieństw z okazji urodzin! W tym sprzyjajacych warunków do pisania;)
    Dynię lubimy, odkąd mamy dzieci, bo trzeba je zdrowo żywić:) Dzis nawet byla zupa krem i wegańskie mufinki. A na potem odłożyłam jeszcze pół szklanki musu na racuchy:)

    1. Tak, Mama wie, że zawsze podąża w ogonie postępu…Dynię wszyscy jedzą od wieków, ale Mama w to nie wierzyła do końca. Aczkolwiek lepiej późno, niż wcale, jak to mówią 🙂

  2. To odrobinę spóźnione urodzinowe serdeczności przesyłam! a dynie odkryłam tez dopiero w zeszłym roku…i teraz na ostro w kremowej zupie, a jutro wypróbuję Twój przepis! jesień nabierze troche koloru:)

    1. Basiu, dziekuję! W Dużym Domu jesień jest zawsze kolorowa – dookoła mamy tyle klonów, że październikowy ogród po prostu mży złotem przez okna. Dynie na schodach i oknach jeszcze to podkręcają 🙂

  3. Na “Nowej drodze zycia” życzę dużo miłości i równowagi między obowiązkami a herbatka z mniamniusiami 🙂 pozdrawiam serdecznie i jesiennie kolorowo 🙂

  4. wszystkiego najlepszego! Ja też ostatnio uskuteczniam ciasta dyniowe, choć od kilku dni tonę w jabłkach, które obieram, kroję i przetwarzam na musy (chyba wszystkie pójdą na szarlotki!), które co jakiś czas nie zamykam do słoika, a wyjadam wprost z patelni :))) taki ciepły mus (pachnący cynamonem) cudownie smakuje o poranku, gdy na dworze jeszcze ciemno, a ja wstaję, by wyszykować synka do szkoły :)) A co do ostatniego zdjęcia – mmm… działa na wyobraźnię, wygląda jak początek korytarza książkowego! Wszystkiego dobrego raz jeszcze, suchej i w miarę ciepłej jesieni, no i więcej czasu na filmy… 🙂 polecam – ostatnio oglądany – “Brooklyn” – piękny, wzruszający film o młodej emigrantce z Irlandii (lata 50.), która wyjeżdża w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi do Ameryki. Stroje z tamtych lat są urzekające!

    1. Mus jabłkowy na sniadanie to od czasu postu Daniela mój ulubiony sposób na rozpoczęcie dnia 🙂 Lepszy nawet niż kawa, a mówię to ja, której w żyłach płynie kawa z odrobiną krwi tętniczej 😛

  5. Błogosławieństwa Bożego z okazji Urodzin.
    A dynia w moim rodzinnym domu była od zawsze, tylko nie w takim wydaniu, którego nie lubię – z zacierką i mlekiem. Jak “poszłam” na swoje zaczęłam ją odkrywać na nowo. Mi nawet wystarczy sam mus z pieprzem, gałką muszkatołową i żółtym serem. Tak po prostu. I tak mi smakuje. A biblioteczka mnie urzekła. Właśnie planujemy salon w domu i szukamy pomysłu na umieszczenie książek. Wasz kącik książkowy wygląda imponująco.
    Uściski

  6. Moje urodziny za kilka dni i też jak zawsze przy tej okazji nachodzi mnie sporo refleksji, tym bardziej, że moje urodziny przypadają na najbardziej refleksyjny dzień w roku 😉
    A dynię odkryłam w tym roku i w kółko piekę ciasto dyniowe, którego domaga się moja rodzina 😉
    Wszystkiego najlepszego!

  7. 100 lat Mamo z Dużego Domu. Przed Tobą najpiękniejsze lata ( w to wierzę!), gdzie nic nie trzeba, za to się chce. Dzieci z grubsza odchowane, można wnuka porozpieszaczać ( w przyszłości zajmiesz się rozpieszaczaniem na masową skalę gromady wnukòw), jeść ciasta bez igraniczeń (babcia nie może być zbyt koścista, bo jak się do niej przytulać). A tak poważnie to chciałabym mieć takie nastawienie do życia w wieku 50 lat…

  8. Jakoś niestety przegapiłam ten wpis. Wszystkiego najlepszego!
    I jak smakowicie i znajomo wygladają te regały… U nas są ciemnobrązowe, u kolejnego pokolenia tak samo białe 🙂

  9. Piękne refleksje urodzinowe. Czytając miałam wrażenie, że ubrałaś w słowa moje własne myśli , ja bym tak nie umiała… Szczęśliwego, spokojnego życia w zdrowiu i miłości w Dużym Domu i pozytywnych relacji międzyludzkich między Wami, skoro tworzycie rodzinę wielopokoleniową…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s